Bałtyk potrafi zaskakiwać. Jednego dnia jest spokojny i łagodny jak tafla jeziora, a drugiego wzburzony, z falami rozbijającymi się o brzeg z hukiem, który słychać w całym miasteczku. Właśnie ta zmienność sprawia, że urlop nad morzem nigdy nie jest nudny. W tym roku postanowiłam poczuć Bałtyk w dwóch odsłonach – w kameralnej Rewie nad Zatoką Pucką i w tętniącym życiem Kołobrzegu, gdzie rządzi wiatr i przestrzeń otwartego morza.

Rewa – mekka sportów wodnych i kameralnych zachodów słońca
Rewa to niewielka miejscowość między Zatoką Pucką a Gdańską. Najbardziej urzekł mnie Cypel Rewski – wąska piaszczysta mierzeja, która sprawia, że idąc, ma się wrażenie stąpania prosto po wodzie. Z jednej strony spokojna tafla, z drugiej bardziej wzburzone fale – kontrast, który robi ogromne wrażenie.


Spacer po Cyplu Rewskim
Wyobraź sobie, że idziesz wąską piaszczystą ścieżką, która prowadzi… wprost w morze. Po lewej stronie masz spokojną taflę Zatoki Puckiej, po prawej bardziej niespokojną Zatokę Gdańską, a pod stopami miękki piasek, który co chwilę obmywa chłodna woda. To właśnie Cypel Rewski, zwany też Mewią Łachą. Ten piaszczysty skrawek lądu, stworzony przez żywioły morza, ziemi i wiatru, ciągnie się pod wodą aż do Kuźnicy na Półwyspie Helskim. Jest troszkę podobny do cypla Zlatni Rat na chorwackiej wyspie Brać, tylko oczywiście Bałtyk jest dużo chłodniejszy w porównaniu z Adriatykiem.
Ja trafiłam tu pod koniec czerwca i od razu wpadłam w niezwykły klimat, bo akurat odbywał się Marsz Śledzia. To cykliczne wydarzenie, w którym śmiałkowie idą i płyną wzdłuż mierzei z Kuźnicy do Rewy. W tym roku jak zawsze turyści witali ich na brzegu gromkimi brawami.


Rewa – Aleja Zasłużonych Ludzi Morza

Rewa. Krzyż Zasługi. Foto: archiwum własne
U podstawy Cypla Rewskiego, tuż przy plaży, stoi Krzyż Zasługi dla Ludzi Morza. Wysoki, stalowy krzyż morski z kotwicą u stóp przypomina o rybakach, żeglarzach i wszystkich, którzy związali swoje życie z Bałtykiem. Obok ciągnie się Aleja Zasłużonych Ludzi Morza. To wbudowane w chodnik kamienne tablice z nazwiskami tych, którzy zapisali się w historii polskiej żeglugi. Spacer tędy ma w sobie coś uroczystego. Szum fal w tle, wiatr szarpiący włosy i świadomość, że stąpa się po miejscu pełnym morskiej symboliki.
Rewa i Mechelinki – uczta dla wszystkich zmysłów

W Rewie wiatr gra pierwsze skrzypce – szarpie latawce kitesurferów, świszcze między masztami i włosami turystów. Na plaży pachnie morską bryzą, goframi i świeżo wędzoną rybą. To miejsce działa na zmysły – słychać radosne okrzyki uczących się windsurfingu, czuć chłód wody na skórze, a pod stopami piasek i żwir. W Mechelinkach jest dużo spokojniej. To idealna plaża na długie spacery i relaks z dala od tłumów. Mnie zachwyciła panorama ze schodów na klifowy brzeg w Mechelinkach.
Mała wyprawa na Hel
Z Rewy pojechałam autobusem do Gdyni, a stamtąd statkiem popłynęłam na Hel. Sama podróż była już atrakcją. Morze delikatnie kołysało, wiatr pachniał solą, a na horyzoncie rysował się cienki pas Półwyspu Helskiego.
Hel powitał mnie typowo nadmorskim klimatem. Przystań i deptak tętniły życiem – smażalnie ryb, zapach wędzonych fląder, gofry posypane cukrem pudrem i nieodłączny krzyk mew. Te ostatnie to prawdziwi gospodarze półwyspu. Gdziekolwiek się człowiek nie obejrzy, tam one – krzyczą, podkradają kanapki i prowadzą własne, nieustające awantury o każdy kęs.
I trzeba uważać… bo mewy w Helu potrafią też zbombardować turystów z góry. Kto tego doświadczył, ten wie, że parasol nad morzem ma więcej niż jedno zastosowanie 😉

Kołobrzeg – tętniący życiem port nad otwartym morzem

Kołobrzeg tętni życiem przez całą dobę. Rano spokojne spacery plażą, w dzień tłumy parawanów i dzieci budujących zamki z piasku, a wieczorem światła knajpek i portowych tawern. To miasto łączy w sobie turystykę, historię i uzdrowiskowy klimat. Co jeszcze można napisać o Kołobrzegu? Jest pięknie i jest głośno. Tłumy turystów utrudniają robienie zdjęć. Poza tym tak bardzo pochłonęła mnie atmosfera i tego miasta i radosne przeżywanie urlopu, że… nie chciało mi się co chwilę wyciągać smartfona🙂
Port i ujście Parsęty

Kołobrzeg pachnie smażoną flądrą i morską bryzą. Spacerując wzdłuż ujścia Parsęty, czujesz, że to miasto z duszą portu. Kilka statków turystycznych, kutry rybackie, przycumowane przy nabrzeżu i mewy, które głośno domagają się swojego kawałka ryby. A kilometr dalej Marina Solna i kołyszące się na falach jachty.

Latarnia, molo i bulwary
Symbolem miasta jest latarnia morska i długie molo, z którego najlepiej oglądać morze o zachodzie słońca. Strzelista, ceglasta wieża strzeże wejścia do portu. W jej wnętrzu działa Muzeum Minerałów, gdzie można zobaczyć m.in. okazy bursztynu, kamieni szlachetnych i skamieniałości, a z tarasu rozciąga się widok na otwarte morze i ujście Parsęty. Kolejną znaną atrakcją jest nadmorska promenada. Bulwar Jana Szymańskiego wiedzie w stronę molo. Życie toczy się tu od rana do późnego wieczora: gofry z bitą śmietaną, zapach kawy z nadmorskich kawiarni, stoiska z bursztynową biżuterią i muzyka grana na żywo przez ulicznych artystów.
Kolejny punkt spaceru bulwarem to Pomnik Zaślubin Polski z Morzem. To symboliczne wydarzenie miało miejsce w 1945 roku po ostatnich wygranych walkach z niemieckimi oddziałami.




Kołobrzeg – atrakcje dla turystów
Kołobrzeg to oczywiście nie tylko plaża, latarnia i molo. W mieście jest dużo ciekawych miejsc dla turystów o różnych zainteresowaniach. Planujesz urlop w Kołobrzegu? Zajrzyj do Muzeum Bursztynu i zobacz niezwykłe okazy tego „bałtyckiego złota”. Zaplanuj wizytę w Skansenie Morskim, gdzie stoją prawdziwe okręty wojenne i jednostki ratownicze. Miłośników dwóch kółek ucieszy fakt, że przez miasto przebiega słynna trasa rowerowa EuroVelo R10, prowadząca wzdłuż wybrzeża. Muszę przyznać, że takie długodystansowe trasy kuszą mnie do dłuższej wycieczki. Kto wie, może kiedyś wybiorę się na dłuższą wyprawę na dwóch kółkach?
To nie wszystkie atrakcje. Co zwiedzić w Kołobrzegu? Idź na spacer przez historyczne centrum i odkryj gotycką Bazylikę Mariacką, pozostałości twierdzy Kołobrzeg i klimatyczne bulwary nad Parsętą. Miłośników historii zainteresuje Muzeum Oręża Polskiego, a spragnieni relaksu znajdą coś dla siebie w tutejszych uzdrowiskach i sanatoriach. Na rodziny czekają także takie atrakcje jak Oceanarium, port pasażerski z ciekawą ofertą rejsu po Bałtyku, a także place zabaw, park rozrywki i zielone parki zdrojowe czy letni amfiteatr, w którym odbywają się koncerty i wydarzenia kulturalne.






Ten wyjazd nad Bałtyk był dla mnie mieszanką zupełnie różnych wrażeń. W Rewie czułam spokój i przestrzeń – morze po obu stronach, hulający wiatr i popisy kitesurferów. Kołobrzeg to z kolei gwar portu, bulwary nad Parsętą i mnóstwo miejsc, które aż proszą się, by je odkrywać krok po kroku. A Hel? Hel pachnie smażoną rybą, gra krzykiem mew i uczy, że nad morzem trzeba mieć oczy dookoła głowy. Bałtyk pokazał mi, że nigdy się nie nudzi – zawsze ma dla turysty coś nowego, zaskakującego i pięknego.
0 komentarzy